Darmowe liczniki
Kategorie: Wszystkie | dej baj dej | wygrzebane w sieci
RSS
poniedziałek, 24 października 2011
.

Ok. Niniejszym kończę tego bloga. Adios.

poniedziałek, 03 stycznia 2011
Vol. 3

Jakoś dziwnie w minionym roku zapomniałem o tradycyjnym podsumowaniu, więc hir łi goł:

 

- w dalszym ciągu mam uczulenie na anemię marketowych kasjerów

- w dalszym ciągu moim ulubionym zwrotem jest "ja pierdolę"

- w dalszym ciągu najczęściej przeze mnie używaną sentencją jest "nie chciałem, to jakoś tak samo się narobiło"

- w dalszym ciągu mam pomysły głupsze niż zagryzanie śledziem malibu

- w dalszym ciągu wcielam większość z nich w życie

- w dalszym ciągu z gracją wypierdalam przepiękne orły, piruety i inne podwójne axle na oblodzonych chodnikach. W tym miejscu pozdrawiam drogowców i wiwatujące mi tłumy gapiów.

- w dalszym ciągu, konsekwentnie - pomimo emocjonalnej niestabilności - potrafię tylko lubić, nienawidzieć, albo się z czegoś śmiać. Nie ma półśrodków.

- w dalszym ciągu jestem mentalnie i fizycznie wierny mojej błękitnej smerfetce, która z finezją Sputnika wozi mnie tam gdzie ja chcę i tam gdzie ona da radę

- w dalszym ciągu twierdzę, że Pani Bożenka z pobliskiego warzywniaka rządzi i gdyby tylko była 50 cm wyższa, 90 lat młodsza i słyszała co mówię, to pewnie planowalibyśmy wspólną przyszłość

- w dalszym ciągu podtrzymuję opinię, że Adam Sandler jest najlepszym komikiem, czasy dobrego rockn'rolla się skończyły, Lemmy jest nieśmiertelny, a kto mówi o polityce, ten nie ma o czym gadać

- w dalszym ciągu jestem absolutnie przekonany, że Tolkien znał Juniora. Hobbici sami się nie wymyślili.

- a teraz nowość: sprawiłem sobie akwarium, a wraz z nim dwie rybki. Julian zjada kamienie, a Morris pływa do tyłu (na wstecznym czyli). Jak na razie to jedyne zwierzątka, którym nie udało się uciec spod moich opiekuńczych skrzydeł.

 

Czyli tak na dobrą sprawę niewiele się zmieniło...

 

czwartek, 25 listopada 2010
ZUS

Chcę cofnąć się w czasie i założyć ZUS.

Motto na dziś: Thief: One who finds things before they are lost.

wtorek, 07 września 2010
simple pleasures

Ok - koniec tego pierdolenia. Trzeba sobie uświadomić, że studia się skończyły i najwyższa pora wziąć się kurwa w garść. Nie ma łatwo, ale skoro wszyscy dookoła odnajdują się w obłędzie dorosłości - nadszedł czas i na mnie.

Nie powiem - fajnie było. Dopuściłem się chyba wszystkich możliwych, znanych ludziom niegodziwości, jak również opracowałem kilka nowych. Poznałem kilkoro przezajebistych ludzi, którzy będą mieli o mnie przyzwoite zdanie. Poznałem całą rzeszę takich, którzy mają bardziej realne podejście do sprawy. Spotkałem kilka fajnych dziewczyn i jedną cudowną kobietę, której cząstek do końca życia będę poszukiwał w innych opakowaniach. So it goes. Jedno jest pewne - użalaniem się nad sobą i rozdrapywaniem mentalnych ran nikt nie doszedł dalej niż do ciemnej dupy. Drogowskaz od dziś prowadzi w kierunku zupełnie przeciwnym.

 

Motto na dziś: Slavery gets shit done.

 

poniedziałek, 30 sierpnia 2010
memory remains

Dżizas kurwa ja pierdolę. Zastanawia mnie co jest większą, wyżerającą myśli głupotą: żałowanie za rzeczy, które były i których nie odkręcę, czy świadomość tego że ze sporym prawdopodobieństwem w przyszłości będę walił łbem w ścianę, bo nie zrobiłem tego co wczoraj, dziś, bądź jutro zrobić powinienem, a na co nie pozwala mi tchórzostwo i jakaś jebana kurwa pseudo-duma. W takich chwilach zaczynam pojmować swój pociąg do fajki i butelki w sposób inny niż obciążenie genetyczne.

 

Motto na dziś: The trouble with memories is they keep coming back.

sobota, 28 sierpnia 2010

"Ever tried. Ever failed. No matter. Try again. Fail again. Fail better."

 

środa, 27 stycznia 2010
ehhhhh kurwa

Sprawa natury lokalnej przykuła moją uwagę ostatnimi czasy, chociaż „lokalna”, to ta sprawa już nie jest, jako że stała się ogólnopolską. Kto w ciągu kilku ostatnich dni zaglądnąć w jutiuba raczył, ten pewnie natknął się na krótkometrażowe dzieło kinematograficzne z miastem moim rodzinnym w tytule. Kto nie widział, temu streszczę: dziewczę BARDZO małoletnie przed koleżankami chwaliło się, czego to ostatnio nie wyprawiało z osobnikiem płci przeciwnej, a chwalenie owe wyrazić raczyło językiem wyjątkowo wyszukanym, kurw przy tym nie szczędząc. Przyjaciółki jej najlepsze nagrać ów monolog raczyły i po czasie jakimś trafiło to arcydzieło w internet, przysparzając ogólnopolskiej, aczkolwiek wyjątkowo niechlubnej sławy dziewczęciu. I wszystko pewnie przeszło by prędzej bądź później do normalności, gdyby nie fakt, że chłopiec o którym nasza gwiazda, w wielkim sekrecie z kamerą przy pysku opowiadała, popełnił samobójstwo. I dlaczego musiało dojść do takiej tragedii? Przede wszystkim, jak to jest w ogóle możliwe, żeby takie małe dzieci, takim językiem opowiadały o sprawach na które mają jeszcze w cholerę czasu? Przecież ten cały romantyzm, podchody, jakieś kurwa lewe niepewności mają swój bardzo wielki urok. Czasem większą niż zdobycz satysfakcję daje  sama pogoń. Ehhhhh, ja się chyba kurwa starzeję. Gdzie nie spojrzę tam popierdlają lolitki wypindrzone jakby dopiero co opuściły zakład blacharsko – lakierniczy. Szkoda tylko, że chłopakowi życia już nic nie wróci.

 

Motto na dziś: Hire teenagers while they still think that they know everything.
wtorek, 19 stycznia 2010
Two-Tired

Wracając z pracy dyliżansem mym przecudnym (który – odpukać – dawno już się na środku drogi nie rozkraczył) trafiłem w sam środek burzy śnieżnej, o rozmiarach jąder łosia, czyli nader pokaźnych. I gdy tak dumnie przedzierałem się przez zawieje, śniegi, deszcze i zawieruchy by dotrzeć triumfalnie do celu, oczom mym, z otchłani lodowej ukazał się widok nietuzinkowy. Nadchodził mianowicie ze strony przeciwnej człowiek oblepiony śniegiem, przedzierający się mozolnie przez zawieję i pchający ROWER. I właśnie ten rower mnie tak zaciekawił straszliwie, gdyż nie po raz pierwszy Boskie Me jestestwo tego typu widok ujrzeć w Całym Swym Majestacie raczyło. Bo kto normalny w taką skurwiałą pogodę wyciąga z domu rower? A co ważniejsze - po co?

Sztuka dedukcji, którą w sobie trwale kształcę, przynosi mi trzy wyjaśnienia:

 

  1. Bicykl pełni rolę osiołka – tragarza. W takim wypadku ciężar, który zapewne spoczywałby w ręku, bądź na barkach Strudzonego Kupca, zwisa sobie swobodnie z kierownicy sprzętu mechanicznego. Tylko po co to kurwa pchać?
  2. Pchający wychodząc z domu nie spodziewał się , że pogoda będzie taka jak jest, kiedy do niego wraca. W takim wypadku Pchający opuścił swą lepiankę najpóźniej w okolicach października.
  3. Rower stanowi podporę Strudzonego Kupca, który to zmęczony po udanym handlu udaje się w miejsce swego spoczynku, dalej legowiskiem zwanym. Na kupca działa w takim wypadku kilka sił (siła Tyskiego-Lecha, Stała Absolwenta, oraz zmienna  promilowa). Kombinacja  tych trzech niezwykle potężnych sił natury powoduje nachylenie Kupca do kąta 45 stopni. I wtedy z ratunkiem przychodzi jego dzielny rumak, którego nachylenie pod kątem równym, aczkolwiek w kierunku przeciwnym, stanowi solidną podporę. W tym przypadku, tworząc trójkąt prostokątny, nasz Bohater Ostatniej Akcji może bezpiecznie udać się w kierunku legowiska, będąc przy okazji arcyciekawym zjawiskiem dla osób postronnych.

Motto na dziś: A bicycle can't stand on its own because it is two-tired.

poniedziałek, 04 stycznia 2010
A w głośnikach A Perfect Circle

Dżizusie brodaty... Przeraża mnie perspektywa tej całej „dorosłości”. Człowiek funkcjonuje jak jakiś szczur laboratoryjny: budzenie na dzwonek, mycie, jedzenie, praca, jedzenie, mycie, spanie. Następnego dnia riplej. W łikend jakiś szybki bal, a później tydzień startuje od nowa przytłaczając codzienną rutyną jak jakaś stara, zdarta katarynka.

Tęsknię za czasami, w których trzeba było żuć czterdzieści gum po wypaleniu fajki, co by nie zostać przyłapanym na początkach zgubnego nałogu. Za czasami, w których przewijało się kasety na długopisie, żeby zaoszczędzić baterie do walkmana. Za zapachem gumy ‘Donald’. Za gęsią skórką, której dostawałem odsłuchując po raz pierwszy swoich dzisiejszych ulubionych płyt. Za pierwszymi pocałunkami. Tęsknię za czasami, w których nie było komórek i trzeba było popierdalać na drugi koniec miasta, żeby zobaczyć, że kumpla nie ma w domu.  Za oglądaniem Dragon Ball na RTL7. Za piątą ławką w parku koło zawodówki. Za pierwszym komputerem, który dzisiaj mógłby być jedynie maszyną do pisania w worpadzie. Tęsknię za czasami, w których śmiałem się jak pojebany. Tęsknię za czasami, w których nie tęskniłem za kurwa niczym.

Motto na dziś: There is very little grownup in a child, but a lot of child in a grownup.
niedziela, 27 grudnia 2009
Konklużyns vol. 2

Haj Kids.

 

Przeglądając sobie notki na blogu z końcówki roku pańskiego ubiegłego, natrafiłem na podsumowanie dwunastu miesięcy w kilku krótkich zdaniach o nikłej wartości estetycznej. Postanowiło więc Boskie Me Jestestwo dokonać rozrachunku kolejnego i kontynuować tradycję Radkowych Konklużynsów. Mijający rok wyglądał więc mnie więcej tak:

 

a)      Studia – zdecydowany progres. Okazało się, ku memu totalnemu zaskoczeniu, że nawet niewielkie ograniczenie aktywności hedonistyczno-imprezowej jest wprost proporcjonalne do stopnia mobilizacji edukacyjnej. Krótko mówiąc – bardzo do przodu. Przy odrobinie szczęścia i wytrwałości Radosław w obecnym roku akademickim nareszcie zakończy naukę na wybranych przez siebie totalnym przypadkiem studiach. Ocena końcowa etapu: 7/10.

b)      La Familia – Stabilizacja edukacyjna i finansowa wpłynęła zdecydowanie dodatnio na ten element codziennej radkowej egzystencji. Zaprzeczając prawom fizyki, Radosław wtacza się po równi pochyłej w tempie jednostajnie przyspieszonym. Ocena końcowa etapu: 6/10.

c)      Znajomi – już wiem za kogo można dać sobie rękę obciąć i z całą pewnością śmiem stwierdzić, że mam najlepszych znajomych na świecie. Każdy miewa lepsze i gorsze chwile – to fakt. Fajnie jednak wiedzieć, że są ludzie, którzy lubią Cię nie „za coś”, ale „pomimo czegoś”. Ocena końcowa etapu: 9/10.

d)      Laff – no więc... W roku mijającym dane było Radkowi spędzić jakiś czas w towarzystwie kogoś naprawdę szczególnego. Powiedziano kiedyś, że kształtuje nas liczba niesamowitych chwil, które będziemy pamiętać na zawsze. Mam nadzieję, że to prawda. Dobrze jest wciąż uśmiechać się pamiętając wszystkie wspólne oddechy, niepospieszne gesty i skrzyżowane spojrzenia. Ocena końcowa etapu: 8/10.

e)      Entertejnment – jak co roku, czyli genialnie. Zdecydowanie 10/10.

 

Podsumowując – 2009 to całkiem przyjemnie spędzony przez Radka czas. Mam jednak nadzieję, że początki stabilizacji nie oznaczają zdecydowanego startu funkcji ‘starość’.

Plany na nowy rok – keep on rollin' :)

 

Motto na dziś: 51% - motherfucker, 49% - son of a bitch.

 
1 , 2 , 3 , 4